W dziejach Dukli – położonej w sąsiedztwie największego obniżenia Karpat, przy ważnym szlaku handlowym, wsławionej osobą św. Jana z Dukli – mecenat kulturalny Mniszchów, zwłaszcza ich rezydencja urządzona w typie „entre cour et jardin”, w której ma swoją siedzibę Muzeum, jest znaczącą częścią historii miasta i stanowi o jego wyjątkowości wśród innych miast Polski południowo-wschodniej.
Bogactwu wątków, jakie składają się na życie miasta i pałacu, odpowiada różnorodność obiektów prezentowanych na wystawie. Do najwcześniejszych dziejów Dukli nawiązuje cenny ornat z herbem Trąby z ok. 1540 r. (pochodzi z kościoła p. w. Marii Magdaleny w Dukli), zapewne ufundowany przez Jordanów, ówczesnych właścicieli miasteczka, którzy pieczętowali się takim herbem. Tarcza z Trąbami jest też widoczna na fotokopii pieczęci m. Dukli z 1564 r. Ścisły związek z winnym szlakiem handlowym ma „Kopia atestacyay do win…” datowana w 1757 r. w Dukli. Szczególną uwagę poświęcono przemianom wyglądu miasta, prezentując liczne dukielskie widoki na fotografiach i pocztówkach, ukazujące nie tylko różnice w architektoniczno – urbanistycznym kształcie miasta, ale także przybliżające jego mieszkańców i klimat codziennego życia. Przedstawiono tu również wybrane postacie, ważne wydarzenia i epizody dokumentujące życie społeczne w Dukli w ostatnich dwóch stuleciach. Warto zwrócić uwagę na pas dukielskiego poczmistrza i książeczkę służby dla pocztyliona z 1840 r., a także mapę katastralną Dukli z 1904 r. (zdjęta w 1851 r.).
Sporo wyeksponowanych pamiątek dotyczy kanonizacji św. Jana z Dukli przez Jana Pawła II w 1997 r. W obrębie tej grupy przyciąga uwagę makieta kościoła św. Jana w Dukli. Historię zespołu pałacowo-parkowego starano się pokazać poprzez zachowane pamiątki i symbole nawiązujące do tradycji życia artystycznego w dukielskim pałacu. Dwie najważniejsze fazy rozwoju tego obiektu przedstawia schemat, wykonany na podstawie badań archeologiczno-architektonicznych przez Pracownie Konserwacji Zabytków w Rzeszowie, na którym widać jak przebiegał zarys dawnych fortyfikacji bastionowych i w jakim stopniu wykorzystano je przy budowie założenia pałacowego.
Na wystawie przedstawiono wizerunki właścicieli dóbr dukielskich jak również rezydentów i gości pałacu, m. in. portret Tadeusza Kościuszki, który złożył wizytę w pałacu Mniszchów 19 października 1775 r. Najwięcej zgromadzonych na wystawie zabytków pochodzi z XIX i XX stulecia. Interesujące są plany przebudowy obiektu z 1875 roku oraz późniejszy projekt kaplicy grobowej Męcińskich w parku. Dużą wartość ikonograficzną przedstawiają eksponowane na wystawie fotografie wnętrz pałacowych ze wspaniałymi meblami rokokowymi i rzeźbami z marmuru kararyjskiego. Na kartach pocztowych można zobaczyć stan obiektów sprzed 1939 roku. Na wyróżnienie zasługują rysunki z pejzażami wykonane przez Helenę ze Stadnickich Męcińską ok. 1799 r. (właścicielkę Dukli w I połowie XIX w.), akwaforty ze scenami rodzajowymi Daniela Chodowieckiego i litografie z widokami miast Napoleona Ordy. Ekspozycję uzupełniają reprodukcje dzieł ważniejszych szkół malarstwa europejskiego z XVII, XVIII i XIX w., nawiązujące do dawnej kolekcji pałacowej.
Prezentowane w biblioteczce książki w oprawie półfrancuskiej, sygnowane na grzbiecie tłoczonym, złoconym napisem „Dukla”, pochodzą z biblioteki pałacowej, której tradycje sięgają czasów mniszchowskich. Do wystroju wnętrz rezydencji nawiązują stylowe meble, elementy dekoracji ściennych oraz dywany wschodnie. Dawną kolekcję porcelany obcych wytwórni i szkła luksusowego reprezentuje m.in.: fragment kompletu toaletowego z wytwórni w Brezowej (Pirkenhammer) w Czechach. Ciekawe też są miedziane i mosiężne naczynia kuchenne (takie produkowano w Wiedniu).
Nie sposób pominąć interesującej grupy archiwaliów, dokumentów, korespondencji, XIX- wiecznych rycin, starodruków, map, fotografii w różnym stopniu dokumentujących historię Dukli i dukielskiego zespołu pałacowo-parkowego. Zgromadzone obiekty świadczą o bogatej historii miasta i sygnalizują zjawiska artystyczne występujące w rezydencji dukielskiej.
******
Rekonstrukcja pracowni Franciszka Starowieyskiego w dukielskim pałacu – nowa wystawa stała
Finezja patrzenia wstecz.
O Franciszku Starowieyskim.
Franciszek Andrzej Bobola von Biberstein Starowieyski- artysta grafik, rysownik, malarz i scenograf.
Urodzony we dworze w Bratkówce koło Krosna w roku 1930, tam też spędził pierwsze lata swojego życia. Ziemiańskie korzenie i blisko tysiącletnia rodzinna tradycja niezmiennie stanowiły ważny punkt odniesienia, na którym budował swoją nie tylko artystyczną tożsamość i mit. Wydaje się, że nie bez wpływu na kształtowanie plastycznej wizji świata przedstawionego artysty-ziemianina pozostawała również przyroda podkarpackiej Bratkówki. Charakter „kraju lat dziecinnych”, wspominał jako gwałtowny: „Na nasz pejzaż składały się (…), bardzo mroźne zimy i upalne lata, burze, podgórski Wisłok w dole szumiący. Pstrągów w Wisłoku nie było z powodu nafty, choć innych ryb-mnóstwo.(…) Szczupaki pływały tam w ogromnych ilościach. Większość z nich pojawiała się wczesną wiosną, tuż po roztopach, kiedy woda była jeszcze wysoka. Wisłok płynął raz skalnym, raz ziemistym korytem. W jego mętnej wodzie szczupaki miały tarło. (…) Z tego „gwałtownego” pejzażu, w którym przed domem stały noże służące do zeskrobywania z butów błota, przenieśliśmy się do dziadków w Kieleckie.” Tam piasek miał już barwę różową, w kamieniach znaleźć można było odciski muszelek, drzewa ledwo tylko się poruszały a pilnująca dzieci bona zauważyła, że mały Franek widzi prawdopodobnie nieporównywalnie więcej, niż ona sama i wszyscy obecni dorośli razem wzięci…
W roku 1949 Franciszek podjął studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie pod kierunkiem Wojciecha Weissa i Adama Marczyńskiego. Tam też spotkał się z Tadeuszem Kantorem, którego twórczość i myśl teatralna wydawała się w jakiś sposób oddziaływać na wyobraźnię późniejszego twórcy Teatru Rysowania. W czasie trwania tych swoistych, realizowanych w latach dziewięćdziesiątych XX w. dla telewizji spektakli, rysował na żywo węglem i suchą pastelą wielkoformatowe scenografie. Widzowie mogli podziwiać i jednocześnie uczestniczyć w autentycznym procesie twórczym, który zwykle odbywa się przecież w zamknięciu pracowni, jako niedostępny osobom postronnym. Artysta zapełniał wtedy szerokie, białe, puste płótna dynamicznymi sylwetami kobiecych ciał, do których pozowały, również uczestniczące w spektaklach, modelki. Całości dopełniał swoją atletyczną sylwetką sam artysta, często bez koszuli, jednocześnie skoncentrowany na pracy i bawiący się swoją sztuką, prezentujący swoją wizję, w jednej osobie aktor, reżyser, bóg albo demiurg.
Koledzy i koleżanki ze studiów w Krakowie zapamiętali niebywałą siłę Byka (w tym czasie podpisywał swoje obrazy pseudonimem Jan Byk), jego atletyczne popisy, świetne wyczucie koloru i pewną niechęć do techniki olejnej. Później Franciszek Starowieyski przeniósł się do Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie w roku 1955 uzyskał dyplom pod kierunkiem Prof. Michała Byliny. W przyszłości jednak to właśnie Kraków, jako miasto, gdzie sztuka ma wartość dla siebie samej, niekoniecznie dla zysków finansowych, pozostał dla artysty tym miejscem, gdzie przed własnym wernisażem odczuwał prawdziwą tremę… działo się tak, pomimo, iż jego dorobek artystyczny i doświadczenie wystawiennicze były imponujące: w Polsce Kazimierz Dolny, Poznań, Warszawa, Lublinie, Radomiu, Rzeszowie, Szczecinie i Leszno. Poza granicami prestiżowe Biennale w Wenecji i Sao Paulo, Paryż, galerie i muzea we Włoszech, Austrii, Belgii, Holandii, Szwajcarii, Niemczech i Kanadzie. Jako pierwszy Polak, w roku 1985, wystawiał indywidualnie w Museum of Modern Art w Nowym Jorku.
Artystycznie osobny nie utożsamił się z żadną z zawiązujących się na przestrzeni lat grup artystycznych, nie pociągały go aktualne malarskie mody ani trendy. „Moje działanie artystyczne przez całe życie pozostawało na nieokreślonych peryferiach awangardy. Nie poddałem się modnemu surrealizmowi ani konceptualizmowi. Nie skusił mnie bezwzględnie obowiązujący koloryzm, który trwał aż do rewolucji ekspresyjnej połowy lat pięćdziesiątych. Ten topił wszystko, łącznie z socrealizmem, w ślicznym kolorystycznym lukrze.”-opowiadał w jednym z wywiadów.
Starowieyski zdecydowaną, precyzyjną kreską opisywał i ożywiał posągowe sylwety dojrzałych kobiet, pełnych sił witalnych mężczyzn, dziwnych hybryd ludzko-zwierzęcych. W swoim zamyśle alegoryzował ten szczególny bestiariusz. Bronił eksponowanej z rozmachem nagości jako ceremonialnej wyrazicielki prawdy, wolności i radości. Nie lubił fałszywej skromności, która w jego postrzeganiu stanowiła ułomną, godną pogardy personifikację pychy. Gorszył i szokował- ponieważ uważał, że tego właśnie oczekiwali od niego jako artysty odbiorcy jego sztuki. Swoje potwory Starowiejski rysował pewnie i dynamicznie, a ich zadziwiająco fizyczne ciężary opierał na wnikliwych studiach niebagatelnych atlasów anatomicznych.
Chociaż artysta bywa kojarzony z surrealizmem, jemu samemu ten styl wydawał się odległy i przygnębiający. Co innego barok- sztuka głębokich kontrastów światłocieniowych, przepychu, pełnych form, teatralnych póz, przestrzennych iluzji. Z estetyką baroku twórczość Franciszka Starowieyskiego koreluje w sposób naturalny. Według jednej z anegdot, której prawdy trudno dziś dociec, artysta miał sprzedać Muzeum Narodowemu w Warszawie trzy siedemnastowieczne ryciny, których rzeczywistym autorem był on sam.
Od lat 70 XX wieku Franciszek Starowieyski antydatował swoje obrazy o trzysta lat wstecz. Łączył się w ten sposób stylistycznie i mentalnie z początkiem wieku osiemnastego, złotym czasem feudalnego porządku Europy. Okresem bogatych, pełnych przepychu i finezji form, i jednocześnie powracających wielokrotnie w sztuce czaszkach- bezbłędnie znaczących nieuniknioną konieczność śmierci. Równolegle artysta oddawał się swojej pasji kolekcjonerskiej.
Wśród zgromadzonych przez Franciszka Starowieyskiego w jego warszawskiej pracowni a prezentowanych na niniejszej eskpozycji przedmiotów i pamiątek, zwierzęce czaszki zajmują miejsce niebagatelne. Stanowiły temat do rysunkowych wprawek, pretekst do analiz nie tylko formalnych, anatomicznych i plastycznych, ale i prowokację do myślenia i patrzenia wstecz. Wprowadzone jako elementy do oryginalnych projektów grafik i nasyconych intelektualną treścią plakatów, nadawały im szczególnego, niepokojącego wyrazu, który stał się jednym ze znaków rozpoznawczych twórczości artysty-kolekcjonera. Dopiero jednak pozostałe przedmioty: antyki, meble, zabytkowe szafy (koniecznie ciemne, ponieważ właśnie takie sobie upodobał) i zegary, w których wyszukiwaniu odnalazł prawdziwą pasję, pozwalały mu aranżować przestrzeń, w której odnajdywał się być może nawet lepiej i swobodniej niż we współczesnej mu rzeczywistości. Poszczególne przedmioty, elementy kolekcji, traktował jak dobrych znajomych- z należytą uwagą, kulturą, uczuciem. „Kiedy jest się zbieraczem, gromadzi się rzeczy rozmaite. Od dzieciństwa zbierałem wszystko, co było do zbierania. (…) Kolekcjonowałem znaczki pocztowe, owady, rośliny. Wszystko, co znalazłem, okazywało się od razu ważnym obiektem.”- wspominał. I jeszcze: „Kolekcjonowanie stanowi pretekst do rozmów o czasie. Przedmioty mogą być wieczne i nieskończone. W tym upatruję ich wielkość. Człowiek przyzwyczaił się już do myśli o własnej śmierci, ale jak pogodzić się z tym, że w proch się rozsypie nawet wiekowa chińska waza z brązu? Zanurzam się w zbieractwie, by na moment dostąpić nieśmiertelności rzeczy.”
Franciszek Starowieyski zmarł w Warszawie w 2009 roku. Nawet jeśli to prawda, że, jak twierdził, człowiek jest tylko epizodem w życiu przedmiotu, to on sam- jako ten, który go z tak fenomenalnym instynktem wynajdował i wybierał, potem przywracał do łask, oddawał honory i traktował godnie, z pewnością zapisze się w jego pamięci w sposób szczególny.
Przyjmijmy zatem zaproszenie do zaaranżowanej we wnętrzach Muzeum Historycznego Pałac w Dukli pracowni Franciszka Starowieyskiego i doceńmy kunszt artysty i smak kolekcjonera. Tak jak on sam, z uwagą i szacunkiem przyjrzyjmy się zgromadzonym świadkom bezpowrotnie zamkniętego czasu, z estymą i godnością trwającym na straży kultury, tradycji, dobrego smaku. Kto wie, jakie refleksje albo wspomnienia w nas obudzą, jakimi inspiracjami się zaowocują?
Czech Czeszka Orzeł reszka Sen mara
Bóg wiara. Igraszka
Czas. Czaszka.
Tekst: dr Urszula Łojko-Smogorzewska, fotografie: Juliusz Stola













